124 Obserwatorzy
25 Obserwuję
Lui

Drobna uwaga. Na pewno umrzecie.

Chodzę rozczochrana. Jestem na diecie czekoladowo-piwnej.

Rzuciłam palenie i kościół też.
Do pierwszego czasem wracam, do drugiego - nie.

Bo jak szaleć to szaleć ;)

OLX razem z Biedronką powodują, że uśmiecham się cały czas :)

Zapasy książkowe są, teraz tylko jeszcze kupić hurtowo herbatę i mogę nie wychodzić spod koca ;)

Moje zapasy na zimę :)

 

Napój miłosny - Éric-Emmanuel Schmitt

Schmitt wciągnął mnie w swoje bagno i grę. Zachłysnęłam się i wstrzymałam oddech, choć wiedziałam, że koniec będzie zbyt szybki. Ale jakże zaskakujący!
Z Luizą łączy mnie nie tylko imię, które sobie tutaj nadałam (moi rodzice aż tak twórczy nie byli). Niesamowite jest czytać książkę i tak mocno utożsamiając się z główną bohaterką, czując że to właściwie o nas pisze autor. Miałam tak drugi raz w życiu.
Potwierdza się też teza, że faceci to macho, ale do czasu, drodzy panowie, do czasu :)
Jestem za, a nawet przeciw. Czy polecam? Oczywiście.
Zasmakujcie, choć ten cały napój miłosny to... oczywisty banał.

Dziwny Żyd - Alter Kacyzne, Michał Friedman

Trochę wyrwane z kontekstu, krótkie, ale wbijające klina do głowy. Jeden rozdział, który pobudza i po którym chcesz więcej, w dodatku z ciekawym połączeniem - rosyjskości i Żydów.
Pana Kacyzne nie znam, ale chętnie poznam, może i na dłuższą owocną znajomość. Szkoda tylko, że można go czytać wyłącznie po kawałku, gdyż tacy 'Silni i słabi' nie zostali w całości przetłumaczeni. Cóż, w takim wypadku, tak jak stwierdziła to jedna osoba: pozostaje mi więc tylko nauczyć się jidysz :)

Ósmy dzień tygodnia

Ósmy dzień tygodnia - Marek Hłasko

Obawiam się, że Hłasko zamącił mi w głowie, pokiereszował, lekko przydusił, przy czym nawet ulubiony papieros nie pomógł.
Jednocześnie jestem zachwycona, zrozpaczona i nie bardzo wiem, co ze sobą zrobić. Ostatnimi czasy trudno mnie czymś poruszyć, moja wrażliwość wyparowała gdzieś w tym upale. A tu tak potężna dawka emocji. Na raz. Takie małe prywatne trzęsienie ziemi.
Panie Hłasko, gdziekolwiek teraz Pan jest - wielki ukłon dla Pana.

Kobiety na ogół aprobują pomieszczenia, w których przychodzi im zdjąć majtki.

Zuza albo czas oddalenia - Jerzy Pilch

Urocza parka.
On, starszy pan, można by rzec, że 'dżentelmen', gdyby nie ona. Bo ona to kurwa.
Kaprys Pilcha, a może dawka uciech na stare lata. Całość pełna ironii i bez dobrego smaku, choć o gustach się ponoć nie dyskutuje.
Pilch zabawił się z nami słowem, a sam zabawił się Zuzą.
Kto miał z tego więcej hecy i radości?
...
Tylko czytając miejcie w oczach rentgen. Bo jest w tej rozpuście pewien haczyk.

A tak na marginesie - Pilch czytany przez Piotra Frączewskiego - miód dla uszu i wyobraźni.

Ech, ta Sońka

Sońka - Ignacy Karpowicz

'Sońka' to truskawki i śmietana.
Gorący sierpień, wojna i czarny mundur.
Życie i teatralne przedstawienie.
To miłość. Gwałtowna, zakazana, niepewna.
Potrzebowałam takiego bodźca. Pokiereszowało mnie, zamąciło w głowie, odebrało na chwilę poczucie rzeczywistości. Przewróciło na drugą stronę i wywlekło na wierzch zapomniane, schowane gdzieś uczucia.
'Sońka' Karpowiczowi się naprawdę udała.

Lenin, Stalin, Breżniew, Chruszczow i car, ten nieżywy plus żyjący... Jasne, wrzućmy wszytko do jednego worka, będzie fajnie...

Przepowiednia dla Romanowów - Steve Berry

Romanowie? Obecni.
Rasputin? Obecny.
Matka Rosja? Obecna.
Wydawałoby się, że jest idealnie?
Akurat...
Na przeszkodzie stoi warsztat pisarski autora i niektóre jego zabójcze pomysły. Książka jak film akcji - bohater (ten dobry) jest ścigany przez tego złego. Ten już go dopadła, już przykłada pistolet do skroni i... trach! nagle coś, nagle ktoś i nasz faworyt może uciekać dalej. Później jakby stop-klatka, nowa zagadka i powtóreczka z rozrywki. Takie to wszystko naciągane i przeciągnięte.
Rosja na modłę amerykańską jest niestrawna. Zwłaszcza dla nas. Przecież my z Rosjanami od zawsze. Taka ściema nie przejdzie. Zakodowane genetycznie - dobrze, ale na odległość, choć ruska wódka dobra.
Autor i jego czarnoskóry Lord, który biega, skacze po porażeniu prądem (w kroczu nawet!), rzucający samowarem, w dodatku dobrze zakumplowany z gorylem... Panie Berry, Rosjanie nie takie zdolności mają, a się nie chwalą.

Jam jest częścią tej siły, która pragnąc zła, wiecznie czyni dobro.

Mistrz i Małgorzata - Michaił Bułhakow

Moskwa. Nie radziecka. Nie zdradziecka. Nie carska. I nie Putina.
Moskwa piekielnie szatańska.
Utknęłam w Rosji Tołstoja, by znakomicie zabawić się w Rosji Bułhakowa. Z wódką, kawiorem, jesiotrem i czystym absurdem. Ale kogo to dziwić może? Przecież to Rosja, tu wszystko jest możliwe. Bal u szatana, latanie na miotle, ta miłość - też jakaś szatańska i Piłat jakże aktualny!
Taki Behemot i Korowiow mogliby i mi towarzyszyć w życiu. I cóż by to było za życie! Przewrotne, kapryśne, niepewne. Wieczna zabawa!
Obywatelu Azazello? Mała prośba. Może dla mnie też taki kremik? Na przyszłość? Bo do wiedźmy mi nie daleko - włosy w odpowiednim rozczochraniu, tylko miotły brak ;)

 

Działam na dwa fronty ;)

Ale tylko w kwestii książkowej.

Takie podwójne życie, całkiem miłe :)

Français sort de séduction

Francuzki nie sypiają same - Jamie Cat Callan

Trochę przejrzałam, trochę przeczytałam i jestem zawiedziona.
Liczyłam na obraz Francuzek, ich życie, sposób bycia i odpowiedź na pytanie dlaczego nie sypiają same.
A co dostałam?
Pseudoporadnik dla Amerykanek zakiszonych w swoim Nowym Świecie.
Jamie Cat Callan fakt, obrazuje Francuzki, ale w zestawieniu ze swoimi rodaczkami, a nie oszukujmy się, do Ameryki nam daleko. Poza tym te jej Amerykanki są jakieś nie-halo. Zapowiadało się całkiem nieźle - wstęp poświęcony babce, rodowitej Francuzce, zawsze w pończochach i butach na obcasach. Myślałam, że tym tropem pójdzie autorka, ale nie. Babka umarła, a Callan w ramach poznania uwodzicielskiego czaru koleżanek ze Starego Kontynentu jedzie nad Sekwanę pytać co i jak.
Słabe to. Tak samo jak rady, które od niej (a raczej od francuskich femme fatale w jej amerykańskim nieudolnym przekładzie) dostajemy.

"Bądź bystra. Jeśli nawet w rzeczywistości nie jesteś, to miej przy sobie książkę i noś okulary. Francuzki wiedzą, że taki wygląd ma działanie erotyczne" (s.220)

Okej, Francuzki może i wiedzą i mogą sobie na to pozwolić, bo mają odpowiednie wykształcenie i nie robią tego bezmyślnie! Co z tego, że masz ze sobą książkę i nawet umiesz ją czytać, jeśli ktoś zapyta o szczegóły głupio się uśmiechasz?

Jest kilka całkiem dobrych rad dotyczących na przykład jedzenia (ale bez tych śmiesznych przyjęć), bielizny i otaczania się ciekawymi ludźmi.
Tylko wiecie, drogie panie, to nie wszystko. Nie oszukujmy się, ale takie porady nie są w stanie (kiedy się ich już skutecznie nauczymy) przyciągnąć facetów. Albo masz urok. To 'coś'. Albo nie.
Wiem, że nie powinnam tak pisać jako przedstawicielka płci słabej (podobno!), ale prędzej czy później wyjdzie na jaw, że do uwodzicielskich Francuzek nam daleko, a wspólne oglądanie filmu i pożeranie pizzy nie jest takie złe.
Ale seksowną bieliznę warto mieć zawsze.
Albo chodzić bez ;)

Mam przeczytane 317 z 317 stron

Śpiewaj ogrody - Paweł Huelle

"Bóg - gdyby istniał - nie mógłby orzekać, ponieważ zna jakoby nasze losy od narodzin po śmierć. Skoro wszystko jest przesądzone, zapisane, jakimże absurdem byłoby wymierzanie nam sprawiedliwości?"

 

 

"Dusza? Ten wynalazek kapłanów i filozofów, o którym wiadomo jedynie tyle, że przez tysiące lat nie rozstrzygnięto tak naprawdę, czym jest, o ile jest?"

Cenię ludzi, o których z góry wiem, że nie dadzą się łatwo odgadnąć, jeśli w ogóle.

Traktat o łuskaniu fasoli - Wiesław Myśliwski

Dzieciak, który chce odkryć wszelkie tajemnice, zajrzeć w każdy możliwy zakamarek. Chce poznać sekret świata. Chce wiedzieć wszystko.
Tak, drogi czytelniku, to Ty jesteś tym dzieciakiem.
Siadasz wygodnie. Obok starszy pan. Z siwą brodą. Gdzieś w myślach nazywasz go dziadkiem. Bruzdy na jego twarzy mówią, że przeżył dużo. Opowiada.
Tak, to autor.
Słuchasz. Jesteś pod wrażeniem. Poznajesz świat. Dawny świat, ten z dziadkową mądrością.
Łuskacie fasolę.
Po pewnym czasie rozglądasz się, mrugasz - siedzisz w fotelu, w rękach zamiast strąku fasoli trzymasz książkę. Trochę nie dowierzasz. Nie dowierzasz, że to już koniec. Nie dowierzasz, że fasoli i dziadka brak. Uwiadamiasz sobie, że słowo pisane Myśliwskiego ma niesamowitą moc. Moc przenoszenia w czasie i pobudzenia wyobraźni.
Masz ochotę na fasolę. Wstajesz i nadal nie dowierzasz. Patrzysz na okładkę i uśmiechasz się do siebie.
Uczta z Myśliwskim była wyborna. Wiesz o tym. Oddychasz ze spokojem - było warto.

Reblogowane od Na piaskach moich snów:

AT LAST, SIR TERRY, WE MUST WALK TOGETHER.

Analogowe picie po polsku

RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą - Wojciech Mann

Wojciech Mann.
Ktoś nie zna tego pana?
Okularki, piekielnie inteligentny, z dużym dystansem do siebie i do świata, sylwetka... lekko puszysta ;)

Dla mnie Wojciech Mann to głównie prowadzący show 'Szansa na sukces', podczas której w początkowej fazie oglądania skupiałam się na występach. Później rozsiadałam się wygodnie w fotelu, nie dla doświadczeń w sferze muzycznej, a po to, by wyśmiać uczestników razem z panem Mannem. Wiem, nieładnie.
Teraz audycji w radiowej Trójce z jego udziałem słucham najchętniej.

W swojej książce, nie-książce, pan Wojtek zabiera nas w podróż do przeszłości - jego młodości i fascynacji muzyką. Jest to niesamowite przeżycie. Poczułam klimat tamtych lat (mimo że metryka empirycznie nie pozawala mi ich znać) i poczułam lekką zazdrość. Dostęp do muzyki (tej prawdziwej, a nie faworyzowanej przez władzę ludową) był trudny, ale dzięki temu z determinacją można było oddać się pasji 'muzykowania', choćby nawet 'na przekór', choć to autora nie dotyczy. Teraz mamy wszystko na tacy. Wystarczy 'klik' i słuchamy. Zero frajdy. Gdzie ambicja, żeby zdobyć płytę i dzięki temu, że się ja ma czuć się naprawdę super?
Pan Wojtek opowiada co, gdzie, z kim i jak, a ja wytrzeszczam oczy i pytam: Serio?!
Teraz nie do pomyślenia jest, by 'normalny' człowiek wyskoczył sobie na imprezkę po koncercie... z zespołem!
Dużo humoru, informacji i naprawdę świetnej klimatycznej zabawy.
Pan Mann dla mnie jest rewelacyjny.  Zawsze.

Miłość w wersji: z Paryża?

Nasze rozstania - David Foenkinos

Miłość na różne oblicza. Tak, wiemy, znamy to: nieszczęśliwa, tragiczna, cukrowa z dużą dawką lukru. Trudno jest wymyślić coś oryginalnego. Czy Foenkinosowi się udało? Nie wiem.
Kim jest Fritz? Romantykiem, nieudacznikiem? A może to wina rodziców al'a hipisów? Kapryśność losu?
Szczerze, wydaje mi się, że historia Alice i Fritza to historia jakich wiele, a sposób opowiedzenia jej przez autora przez większość czasu mnie męczył.
I to nawiązanie do Polaków - i tak już dużo wycierpieli, więc nie mieszajmy ich do naszych spraw. Nie jestem jakąś zakompleksioną patriotką, ale zagrywka mało śmieszna (chociaż w notce czytamy, że Francuz uwielbia Polskę - chyba naszą wódeczkę ;))
Słodko (mimo że bez lukru) - gorzka (bo z dawką naszych 40%) opowieść o miłości.
Nie oceniam jej, bo... nie wiem czy mi się podobała czy nie.

A tak z innej beczki - jestem zachwycona okładką. Dobry klimat i fajny sweter.
I znalazłam coś, co ratuję tę książkę:
"(...) życie jest o wiele za krótkie, by można było je przeżyć, chcąc zachowywać się nienagannie" (s.97)
Ten cytat i zakończenie - ckliwe, naciągane, ale piękne zupełnie mnie dekoncentrują w ocenie.