124 Obserwatorzy
25 Obserwuję
Lui

Drobna uwaga. Na pewno umrzecie.

Chodzę rozczochrana. Jestem na diecie czekoladowo-piwnej.

Rzuciłam palenie i kościół też.
Do pierwszego czasem wracam, do drugiego - nie.

Anna Karenina

Anna Karenina - Lew Tołstoj Nie mogłam się rozstać z Anną Kareniną, oj nie mogłam! Dawkowałam ją sobie przez chyba trzy tygodnie i nie żałuję tego czasu poświęconego dla Tołstoja. Potrzebna była mi taka "przerwa". Przez ostatnie dwa miesiące próbowałam prześcignąć samą siebie, czytałam na rekord - książka za książką, tu - spokojne, opasłe tomisko, ponad 800 stron - tak, to zdecydowanie mnie uspokoiło. Oczywiście nie wszystko było w niej "cacy". Były wzloty i upadki, raz czytałam nie mogąc się od niej oderwać, innym zaś razem zasypiałam po dwóch, trzech rozdziałach. Denerwował mnie Lewin, choć na początku darzyłam go sympatią, ale po tym, jak podniecał się faktem koszenia trawy został na czarnej liście, potem było już tylko gorzej. Może to z powodu tego, że nie interesuje mnie gospodarstwo, rolnictwo itp? A zwłaszcza te ostanie strony i jego przemyślenia - do tego zdecydowanie się nie nadaję. No, a Anna? Na początku taka nieuchwytna. Zdecydowana. Samodzielna. A potem? Gdy popadła w sidła miłości utraciła jakoś te cechy. Stała się słaba z nieracjonalnym podejściem do życia. I to wszystko wina miłości? Tołstoj nie skupia się jednak, jak wiemy, na jednym, głównym wątku, ta paleta postaci jest, moim zdaniem rewelacyjna! Autor kapitalnie potrafił wykreować i przedstawić każde stadium psychiki ludzkiej. To akurat przypadło mi do gustu. Zżyłam się z bohaterami i czasami zbyt mocno przeżywałam to, co oni. Nigdy jakoś nie byłam przekonana, co do klasyki, ale chyba czas najwyższy to zmienić. Tołstoj skutecznie mi to uświadomił :)