124 Obserwatorzy
25 Obserwuję
Lui

Drobna uwaga. Na pewno umrzecie.

Chodzę rozczochrana. Jestem na diecie czekoladowo-piwnej.

Rzuciłam palenie i kościół też.
Do pierwszego czasem wracam, do drugiego - nie.

Odpływ - Lars Saabye Christensen

Fotel, koc, kubek herbaty - jestem gotowa na czytanie, kiedy za oknem ten nieszczęsny śnieg, w zdecydowanie za dużej ilości.
Do strony 60 myślałam: 'Ups, chyba wyrzuciłam pieniądze w błoto'. Ale nie. Pojawia się strzebla i od tego momentu nie mogę się oderwać.
Bardziej podobała mi się pierwsza część poświęcona Chrisowi i jego braku weny przy pisaniu wiersza o lądowaniu na Księżycu, w końcu mamy lato 1969 i Armstronga w roli głównej, od tej, którą Chris napisał sam, jako swoją powieść, gdzie Frank Farelli gra pierwsze skrzypce. Zakończenie lekko mnie przytłoczyło.
Całość w otoczce jakiegoś smutku i niespełnienia.

Podczas lektury idealna w tle Elli Fitzgerald ze swoim 'Blue Skies', która przewija się przez całą powieść (no, ewentualnie radiowa Trójeczka:))

Ale mam problem z tą książką, bo nie wiem czy przeczytałam ją za szybko (dwa dłuższe posiedzenia pod owym kocem) i coś ważnego mi umknęło czy w niej po prostu nic nie ma. Nie ma 'tego czegoś', co powoduje, że człowiek czuje przyjemne ciepło zaczynające się od stóp.
Jest bardzo dobra, ale bez magicznego uniesienia.